niedziela, 30 listopada 2014

Rozdział VI "Grubość to w twoim przypadku tylko uczucie"

Obudziłem się około 8 rano. Bardzo długo nie spałem, zasnąłem może o 3 nad ranem. Pięć godzin to dla mnie nie dużo, ale wystarczająco. Śnił mi się koszmar, ale zakończył się romantyczną sceną z pewną piękną dziewczyną. Otworzyłem oczy i porażony przez światło słoneczne przedostające się przez zasłony od razu je zamknąłem. Otwarłem je ponownie jednak delikatnie, tym razem zobaczyłem zaspane, brązowe oczka wpatrujące się we mnie z ciekawością. To Nicole. Była oparta na jednym ramieniu i z uśmiechem powitała mnie słowami "Dzień dobry". Czyli to jednak nie był sen? Odwzajemniłem jej uśmiech i wstałem, siadając na łóżku tak, że stopy stykały mi się z ziemią. Odwróciłem się w stronę lustra wiszącego na ścianie na przeciwko łóżka. Moja twarz wyglądała nawet normalnie, ale makijaż zrobiony przez Chrissy trochę wyblakł i było to widać jakbym miał wory pod oczami. Pożegnałem się z Nicole życząc miłego dnia i poszedłem do pokoju Chachi. Zapukałem do drzwi i lekko je uchylając spytałem:
-Śpisz? - zapytałem a w odpowiedzi usłyszałem chichot.
-Żartujesz sobie? Nie spałam całą noc. Bezsenność ssie! - krzyknęła wymuszając uśmiech na twarzy.
-Okej, ale poradzisz sobie dzisiaj na siłowni? Skoczymy do apteki po drodze i kupimy ci coś nasennego bo długo tak nie pociągniesz. A może chcesz jakieś owocki? A może wizytę u psychologa?
-Niall, nie traktuj mnie jak dziecko, cholera mówiłam ci nie wspominaj mi tu o żadnych psychologach, poradzę sobie bez tego! To wszystko co miałeś mi do powiedzenia? Więc proszę wyjdź. - krzyczała próbując zatrzasnąć mi drzwi przed nosem. Udało mi się wstawić stopę uniemożliwiając jej przycięcie mi palców i biednego nosa.
-Jeszcze coś, pożycz mi korektor i pamiętaj o wstawieniu się o 11 w holu, idziemy wszyscy poćwiczyć, dzisiaj robimy co nam się zechce bez znaczenia czy plecy, klata czy ramiona. - rozkazałem. Dziewczyna kiwnęła głową z surową miną i podała mi tubkę z napisem "korektor pod oczy". Jakbym chociaż wiedział jak to użyć. Zaraz, coś może załapałem ze wczoraj, hmm... Gdzie to się otwiera, cholera.

Poszedłem do pokoju Caro, może ona mi pomoże, ugh. Poprosiłem ją o nałożenie tego czegoś a ona nawet nie pytając co się stało pomalowała mnie szybko i dokładnie. Po przejrzeniu w lustrze nie zauważyłem nawet śladu śliwki pod okiem.
Poinformowałem ją o dzisiejszej siłowni tak samo jak Chrissy i ruszyłem zrobić to samo z Victorią.

Od razu gdy wszedłem do jej pokoju przywitały mnie jej radosne oczy i szeroki uśmiech. W rękach trzymała kolorową kartkę całą w brokacie i z napisem "Wszystkiego Najlepszego!"
-Prawda, że ładna Niall?
-Tak, jasne, a dla kogo to?
-To ty nie wiesz? O boże, dzisiaj urodziny Nikoli! Wczoraj mieliśmy takie coś w stylu babskiego wieczoru jak cie nie było i poznałyśmy się trochę. A, no i sory za rozwaloną plazmę, poniosło Caro w bitwie na poduszki, haha. - zaśmiała się a ja oniemiałem. Dlaczego ja zawsze dowiaduje się o wszystkim ostatni? Urządziłbym imprezę stulecia, kupiłbym jej prezent i odkupił już setną plazmę w tym roku, dzięki bogu za gwarancje bo z trzema dziewczynami w domu nic u długo nie wytrzyma.

Wybiegłem z pokoju Victori przypominając jej wcześniej o dzisiejszej siłowni. Poszedłem do salonu i biorąc swojego czarnego i Phone'a zadzwoniłem do Eda Sheerana, mojego starego przyjaciela, właściciela baru kilka przecznic od siłowni, do której dzisiaj się wybieramy.
-Halo? - w słuchawce rozbrzmiał melodyjny głos rudzielca.
-Edziu, wiesz jak cię kocham, stary?
-Czego chcesz Horan? - zaśmiał się.
-Jest sprawa. Taka dziewczyna ma dzisiaj urodziny i czy mogłyby być dzisiaj wieczorem w twoim barze? Przygotowałbyś wszystko. Zapłacę w tysiącach, proszę. - błagałem.
-Jasne Niall dzisiaj od szesnastej możecie już się bawić aż do rana, zapraszam!
-Dziękuję ci tak bardzo, na razie. - pożegnałem się i przerwałem połączenie. Do jedenastej miałem jeszcze dwie godziny w trakcie których zdążyłem zamówić tort dwupiętrowy, katering, muzykę, oświetlenie i zaprosić kilkoro moich znajomych. Zadzwoniłem też do sklepu imprezowego zamawiając balony, farbę neonową, serpentyny i fajerwerki. Jestem pewny, że ta noc będzie niezapomniana.
*
Nicole też namówiłem na siłownię, właściwie nie namówiłem, ale wystarczy, że jej o tym powiedziałem i już czekała aż tam pójdziemy. Przed wejściem kupiłem jej ręcznik, bidon, legginsy i sportowy stanik. Nie tylko dla jej wygody, ale też dla mojej przyjemności.

Zaczęliśmy wszyscy od małej rozgrzewki. Bieżnia, skakanka i rowerek. Potem joga a na koniec to, co tylko chcieliśmy. Ja zacząłem od pompek, ale czując, że nie jest zbyt ciężko zawołałem Nicole przerywając jej przysiady. Jej pupa przyprawia mnie o erekcje, cholera.
-Usiądź mi na plecach, potrzebuje paru kilogramów dla utrudnienia. Proszę? - zapytałem robiąc do niej słodkie oczka.
-Paru kilogramów? Przy mnie się zarwiesz! Spójrz na mnie! - obejrzałem ją od stóp do głów i nie, nie ma w niej grama tłuszczu, jest idealna. Gdzie ona go widzi? Waży może 40 kilo nie więcej a to pewnie nieodpowiednie dla jej wzrostu. Wcięcie w jej talii było wyraźnie widać a jej biodra podkreślały obcisłe legginsy. 
-Kochanie, grubość to w twoim przypadku tylko uczucie. - wyszeptałem jej do ucha i przytuliłem. - A teraz wskakuj mi na plecy i bez gadania.

Położyłem się na ziemi na brzuchu i gdy tylko usiadła na mnie zacząłem robić pompki. Trzy serie po 50 powtórzeń to mój nowy rekord. Następna była klata, tu już poradziłem sobie sam, ale widziałem jak wpatruje się na mnie z w pewnym rodzaju pożądaniem. Ona robiła brzuszki i też nie ukrywam, że zerkałem na nią raz na jakiś czas. Zauważyłem jej najmniejsze szczegóły takie jak dołeczki czy znamię w dole jej pleców. Bordowa kreska. Wiem też, że jest wytrwała i uparta. Gdy postanowiła dobić do 30 scyzoryków - zrobiła to nawet gdy widziałem już małe łzy w jej oczach. Podziwiam ją.

Po treningu wzięliśmy prysznic i mieliśmy wracać do domu, ale nie tak szybko. Zawiozłem ich przed bar Eda "Sing!" i tłumacząc się, że muszę coś załatwić sprawdziłem czy wszystko jest gotowe. Moje modlitwy zostały wysłuchane wszystko na miejscu. Różowy, lukrowany tort czekoladowy jest, balony są, ozdoby są, alkohol jest, fajerwerki też i moje stare przyjaciółki Little Mix też przybyły. Tak, jestem fanem swoich przyjaciółek, nie oceniajcie mnie! Miałem zamówić Dj'a ale akurat były na trasie w Irlandii więc zadzwoniłem i są tutaj.

Poprosiłem je o schowanie się za sceną i wyciszenie muzyki. Poszedłem znowu do samochodu i zawołałem dziewczyny. Powiedziałem im, że muszą pomóc mi nosić produkty, które kupiłem, mianowicie alkohol. Wszystkie jęknęły nie mając zamiaru się ruszyć więc wyciągnąłem je siłą. Jak gentleman otwierając im drzwi do "Sing!". Wszystkie oniemiały. Od razu włączyła się muzyka, goście wyskoczyli a na scenę weszły Perrie, Leigh-Anne i Jesy. Nicole popłakała się ze szczęścia jak psychiczna szczypiąc się w ramię. 
-To nie sen! - krzyknąłem próbując zagłuszyć "Stereo Soldier" - Little Mix.
Tak jak już mówiłem, ona nie zapomni tej nocy.