poniedziałek, 3 listopada 2014

Rozdział IV "Gdyby tylko wiedziała..."

Obudziłam się porażona przez promienie słoneczne przedostające się zza czerwonych firanek. Nie byłam już w tej samej bieliźnie, w której byłam wczoraj. Miałam na sobie krótkie spodenki i t-shirt z napisem "Good girls are bad girls".
Ok, po pierwsze to gdzie ja jestem? Po drugie, dlaczego jestem tak ubrana i po trzecie, dlaczego tak cholernie boli mnie ręka?
Instynktownie spojrzałam na swoje strasznie bolące ramie zauważając na nim biały bandaż prawie cały przesiąknięty krwią. Co do cholery? Głowa mnie strasznie boli i nic nie pamiętam i nie mam siły nad tym myśleć, ale coś musiało się wydarzyć. Mam zakwasy w nogach jakbym biegała cały wieczór, auć, nienawidzę tego uczucia.

Nagle usłyszałam skrzeczenie otwierających się drzwi. Złapałam się za głowę bo ból się nasilił. Odwróciłam się w ich kierunku i zobaczyłam chłopaka z blond czupryną. W rękach trzymał tacę z tradycyjnym brytyjskim śniadaniem i szklanką soku pomarańczowego.
-Dzień dobry, widzę, że księżniczka już wstała. - przywitał mnie z uśmiechem. - Ma pani ochotę na jajko sadzone, smażony bekon, tosty, fasolę, pomidory i sok?
-Tak, dziękuję, ale nie zjem wszystkiego. - westchnęłam. Mój żołądek skurczył się od tego jedzenia stołówkowego w tamtym burdelu. Chce mi się wymiotować na samą myśl o nim. - A tak w ogóle to jak się tu dostałam i czemu mam dziurę w ramieniu? - zapytałam zdenerwowana podnosząc swój ton głosu.
-Umm...więc wczoraj się trochę pokłóciliśmy i wybiegłaś z domu. Potem Chachi znalazła cię leżącą na chodniku. Nie wiemy co ci się stało. Przynieśliśmy cię tutaj - do mojego pokoju i opatrzyliśmy,
-Uh, ok, przepraszam za kłopot. - uśmiechnęłam się do chłopaka. Jak ja mogłam się tak skompromitować. Moje życie jest na prawdę pełne porażek.
 -Nic się nie stało, Nicole. Wiesz, ja przepraszam za wczoraj.. j-ja nie wiem co mi odbiło, jestem nieufna, ale ty jesteś świetną i waleczną dziewczyną, zostań tu ile chcesz.
-Zostanę tu, ale tylko na parę dni dopóki nie znajdę jakiegoś mieszkania i pracy.. oczywiście jeśli to nie problem. Dziękuję za wszystko. - powiedziałam biorąc kęs tosta.
-Oczywiście, że to nie będzie problem. Ja teraz idę do pracy, zobaczymy się wieczorem. Miłego dnia. - pożegnał się i wyszedł z pomieszczenia.
Rozejrzałam się po pokoju. Był nawet przytulnie urządzony. Błękitne ściany, futerkowe dywany i białe meble. Zauważyłam że w niektórych miejscach na ścianie pozrywana była farba a kosz był pełny kolorowych skrawków papieru. Byłam ciekawa co to więc podeszłam bliżej. Wiem, że nie powinnam grzebać w cudzym śmietniku, ale z natury jestem ciekawska, musicie mi to wybaczyć. Podniosłam jeden papierek i zobaczyłam twarz Jesy Nelson. Co? Na następnym ujrzałam Perrie Edwards a na kolejnym logo Little Mix. To jest pokój Nialla? Nie spodziewałabym się tego po nim, ale widocznie się tego wstydził, aww słodkie.
Po zjedzeniu przepysznego śniadania podreptałam do kuchni i włożyłam naczynia do zmywarki. Usłyszałam dochodzące z salonu odgłosu więc skierowałam się w ich kierunku. Na kanapie zobaczyłam Chachi ubraną w śliczną różową piżamkę w kotki. Usiadłam obok niej i przywitałam się:
-Dzień dobry, głupio, że pytam, ale czy mogłabyś pożyczyć mi jakieś ubranie. - spytałam nieśmiało przygryzając wargę.
-Tak, jasne, chodź za mną. - wstała i pognała w kierunku drzwi z napisem "Nie wchodzić! Teren Chrissy." Weszłam z nią do nowocześnie wystrojonego pokoju. Stały w nim dwa komputery firmy Apple a na ścianie wisiała około 50 calowa plazma. Oli podeszła do szklanych drzwi i wbiła coś na panelu obok nich. Momentalnie drzwi się otworzyły ukazując szereg bluzek, spodni i równo poukładanych pudełek z butami. O cholera, ona ma nawet automatyczną szafę. Gdzie oni to zarabiają?! Dziewczyna wyjęła z szafy parę szortów, t-shirt z nadrukiem "Cool kids dance all the time" i parę neonowych vansów.
-Wow, ile ty masz fajnych ciuchów. - stwierdziłam wzdychając na widok szafy wypełnionej po brzegi ubraniami. Oh, czy to niebo? Rodzice zawsze kupywali mi masę ubrań, zanim... eh. - Gdzie mogę się przebrać?
-Za drzwiami na końcu korytarza znajdziesz toaletę. Jak przyjdziesz to możesz przyjść tu mi się pokazać i pogadamy, albo coś w tym stylu. - zachichotała a ja natychmiast poszłam się przebrać. Wróciłam jakieś pięć minut później i usiadłam na łóżku Chachi.
-Too... masz jakieś pytania do mnie? Odpowiem na cokolwiek? - zapytała uprzejmie.    
-Taa.. Jak tu się znalazłam?
-A więc, uhh, po prostu wybiegłaś z domu i musieliśmy cię tu z powrotem przynieść, byłaś ranna i leżałaś na ulicy jak bezdomny. Nic nie pamiętasz? - tego oczekiwałam, potwierdzenia tego co powiedział Niall. I co? Jak bezdomny? Um, dzięki za szczerość?
-Nie, nic, mam pustkę w głowie i źle się czuję. Mogę cię o coś poprosić? - zapytałam niepewnie.
-Tak, wal śmiało.
-Mogę zadzwonić do Niall'a z twojej komórki? Nie mam swojej.
-Taa, trzymaj. - podała mi iPhone uprzednio wybierając numer chłopaka.
"Halo? Czego chcesz Chachi? Mówiłem ci żebyś nie przeszkadzała mi w pracy. Coś się stało/" - odezwał się zdenerwowany głos w słuchawce.
"Um, to ja, Nicole. Mogę się o coś zapytać?"
 "Jasne, o co chodzi?" - złagodniał.
 "Ok, prosto z mostu: Czy jesteś Boy Mixerem?"
 "Niee.." - słychać było, że się zapeszył i mimo tego, że nie widziałam jego twarzy byłam niemal pewna, że się zarumienił.
"To czyje były te podarte plakaty, które zupełnie przypadkiem znalazłam w koszu?" - zapytałam chichotając.
"Grzebałaś w moim pokoju?"
"Oh, czyli przyznajesz, że były twoje?"
"Eee.. no dobra tak! Jesteś zadowolona?"
"Oczywiście, że tak, idoli nie trzeba się wstydzić, zawsze chciałam mieć Boy Mixera za chłopaka, sama jestem Mixer" - byłam taka zachwycona. Niall jest pierwszym Boy Mixerem jakiego poznałam. Nawet na paru koncertach Little Mix na jakich byłam nie mogłam dopatrzeć się osobnika płci męskiej.
"Świetnie." - wyszeptał ledwo słyszalnym głosem i rozłączył się.
-Hahaha, ojeju, skąd wiesz że on jest Mixer? - spytała z ciekawością Gonzales.
-Zauważyłam w jego pokoju porwane plakaty Little Mix w koszu i pozrywaną farbę więc pomyślałam, że raczej nikt nie przyszedł tu w środku nocy i nie powkładał skrawków papieru do kosza na śmieci. Nie wiem czemu się tego wstydził i zepsuł taką kolekcję plakatów, mam ochotę go zabić... - westchnęłam.
-Aww, Horanek wstydził się swoich idolek przed dziewczyną. Myślę, że ma cię na oku... nie spieprz tego. - zaśmiała się na co jej zawtórowałam.
-Mam się bać? - spoważniałam.
-Nie, nawet wręcz przeciwnie. - uśmiechnęła się Olivia kontynuując rozmowę na setki innych pobocznych tematów.


Niall's POV:
Jezu, jezu, jezu, mogłem spalić te plakaty zanim się obudziła. A poza tym od kiedy się taki religijny zrobiłem. Dzisiaj będę miał okazję trochę zrekompensować sobie tą wtopę. Wyciągnę ją do Rosso Restaurant. Muszę tylko kupić jakiś nowy pojazd bo do cholery tamten popsuł mi się daleko stąd a policja już dorwała go w swoje łapska. Wiedzieli, że to mój samochód. Pewnie znajdą parę działek i zdjęcie Annie, nic wartościowego...
Już zdążyłem uregulować wszystkie rachunki z paroma facetami i niepozorną dziewczyną pracującą w kawiarnii Starbucks, więc na pożyczonym od Victorii Mercedesem z 1995 roku pojechałem do sklepu Faydee'ego Fatrouni. Gość zajmuje się nielegalną sprzedażą kradzionych aut oraz ich wypożyczaniem. Znamy się jakiś czas. Pochodzi z Sydney i ma nieskazitelny głos. Kiedyś próbował się wybić, ale coś się nie udało i został tym kim został.

Uchyliłem drzwi sklepiku i powitał mnie dźwięk dzwoneczka przywieszonego nad drzwiami oraz Faydee obściskujący się ze swoją nową dziewczyną, Sandrą. Słysząc nadchodzącego klienta oderwał się od niej na chwilę i uprzednio szeptając "Poczekaj tu chwileczkę, kucyku" pomaszerował do kasy.
-Cześć brachu! Dawno mnie nie odwiedzałeś. - przywitał mnie Faydee. - Czego potrzebujesz?
-Więc po pierwsze mój stary, dobry Range Rover popsuł się paręnaście kilometrów stąd i policja już go sobie przywłaszczyła i nie za bardzo mam co zrobić. Może tym razem postawię na coś szybszego? Służba krajowa zaczyna mnie poszukiwać i zdałoby się kupić coś ułatwiającego ucieczkę w razie potrzeby.
-To świetnie, Jai Brooks niedawno przyprowadził mi pewien piękny motor. Masz prawo jazdy na motor, prawda? - spojrzał na mnie i po minucie ciszy zaczęliśmy się głośno śmiać. Powód był jasny - nie potrzebuję prawa jazdy bo i tak już od dawna żyję ponad jakimikolwiek prawami. Kumpel zaprowadził mnie wgłąb przestronnego magazynu wypełnionym prawdziwymi cudeńkami motoryzacji. Zatrzymaliśmy się przed lekko zarysowanym, czarnym motorem. Przeszedł niemały tuning i był w stanie osiągnąć nawet 300km/h. Miał też przestronny schowek pod siedzeniem mogący zmieścić około 2 kilogramów towaru. Bez zastanowienia kupiłem go oraz sztuczną tablicę rejestracyjną. Wyrobiłem sobię również nowy dowód i prawko.

Wyprowadziłem pojazd poza posesję sklepu i już miałem odjeżdżać z pełną prędkością, ale ktoś przestrzelił mi koła...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz