niedziela, 30 listopada 2014

Rozdział VI "Grubość to w twoim przypadku tylko uczucie"

Obudziłem się około 8 rano. Bardzo długo nie spałem, zasnąłem może o 3 nad ranem. Pięć godzin to dla mnie nie dużo, ale wystarczająco. Śnił mi się koszmar, ale zakończył się romantyczną sceną z pewną piękną dziewczyną. Otworzyłem oczy i porażony przez światło słoneczne przedostające się przez zasłony od razu je zamknąłem. Otwarłem je ponownie jednak delikatnie, tym razem zobaczyłem zaspane, brązowe oczka wpatrujące się we mnie z ciekawością. To Nicole. Była oparta na jednym ramieniu i z uśmiechem powitała mnie słowami "Dzień dobry". Czyli to jednak nie był sen? Odwzajemniłem jej uśmiech i wstałem, siadając na łóżku tak, że stopy stykały mi się z ziemią. Odwróciłem się w stronę lustra wiszącego na ścianie na przeciwko łóżka. Moja twarz wyglądała nawet normalnie, ale makijaż zrobiony przez Chrissy trochę wyblakł i było to widać jakbym miał wory pod oczami. Pożegnałem się z Nicole życząc miłego dnia i poszedłem do pokoju Chachi. Zapukałem do drzwi i lekko je uchylając spytałem:
-Śpisz? - zapytałem a w odpowiedzi usłyszałem chichot.
-Żartujesz sobie? Nie spałam całą noc. Bezsenność ssie! - krzyknęła wymuszając uśmiech na twarzy.
-Okej, ale poradzisz sobie dzisiaj na siłowni? Skoczymy do apteki po drodze i kupimy ci coś nasennego bo długo tak nie pociągniesz. A może chcesz jakieś owocki? A może wizytę u psychologa?
-Niall, nie traktuj mnie jak dziecko, cholera mówiłam ci nie wspominaj mi tu o żadnych psychologach, poradzę sobie bez tego! To wszystko co miałeś mi do powiedzenia? Więc proszę wyjdź. - krzyczała próbując zatrzasnąć mi drzwi przed nosem. Udało mi się wstawić stopę uniemożliwiając jej przycięcie mi palców i biednego nosa.
-Jeszcze coś, pożycz mi korektor i pamiętaj o wstawieniu się o 11 w holu, idziemy wszyscy poćwiczyć, dzisiaj robimy co nam się zechce bez znaczenia czy plecy, klata czy ramiona. - rozkazałem. Dziewczyna kiwnęła głową z surową miną i podała mi tubkę z napisem "korektor pod oczy". Jakbym chociaż wiedział jak to użyć. Zaraz, coś może załapałem ze wczoraj, hmm... Gdzie to się otwiera, cholera.

Poszedłem do pokoju Caro, może ona mi pomoże, ugh. Poprosiłem ją o nałożenie tego czegoś a ona nawet nie pytając co się stało pomalowała mnie szybko i dokładnie. Po przejrzeniu w lustrze nie zauważyłem nawet śladu śliwki pod okiem.
Poinformowałem ją o dzisiejszej siłowni tak samo jak Chrissy i ruszyłem zrobić to samo z Victorią.

Od razu gdy wszedłem do jej pokoju przywitały mnie jej radosne oczy i szeroki uśmiech. W rękach trzymała kolorową kartkę całą w brokacie i z napisem "Wszystkiego Najlepszego!"
-Prawda, że ładna Niall?
-Tak, jasne, a dla kogo to?
-To ty nie wiesz? O boże, dzisiaj urodziny Nikoli! Wczoraj mieliśmy takie coś w stylu babskiego wieczoru jak cie nie było i poznałyśmy się trochę. A, no i sory za rozwaloną plazmę, poniosło Caro w bitwie na poduszki, haha. - zaśmiała się a ja oniemiałem. Dlaczego ja zawsze dowiaduje się o wszystkim ostatni? Urządziłbym imprezę stulecia, kupiłbym jej prezent i odkupił już setną plazmę w tym roku, dzięki bogu za gwarancje bo z trzema dziewczynami w domu nic u długo nie wytrzyma.

Wybiegłem z pokoju Victori przypominając jej wcześniej o dzisiejszej siłowni. Poszedłem do salonu i biorąc swojego czarnego i Phone'a zadzwoniłem do Eda Sheerana, mojego starego przyjaciela, właściciela baru kilka przecznic od siłowni, do której dzisiaj się wybieramy.
-Halo? - w słuchawce rozbrzmiał melodyjny głos rudzielca.
-Edziu, wiesz jak cię kocham, stary?
-Czego chcesz Horan? - zaśmiał się.
-Jest sprawa. Taka dziewczyna ma dzisiaj urodziny i czy mogłyby być dzisiaj wieczorem w twoim barze? Przygotowałbyś wszystko. Zapłacę w tysiącach, proszę. - błagałem.
-Jasne Niall dzisiaj od szesnastej możecie już się bawić aż do rana, zapraszam!
-Dziękuję ci tak bardzo, na razie. - pożegnałem się i przerwałem połączenie. Do jedenastej miałem jeszcze dwie godziny w trakcie których zdążyłem zamówić tort dwupiętrowy, katering, muzykę, oświetlenie i zaprosić kilkoro moich znajomych. Zadzwoniłem też do sklepu imprezowego zamawiając balony, farbę neonową, serpentyny i fajerwerki. Jestem pewny, że ta noc będzie niezapomniana.
*
Nicole też namówiłem na siłownię, właściwie nie namówiłem, ale wystarczy, że jej o tym powiedziałem i już czekała aż tam pójdziemy. Przed wejściem kupiłem jej ręcznik, bidon, legginsy i sportowy stanik. Nie tylko dla jej wygody, ale też dla mojej przyjemności.

Zaczęliśmy wszyscy od małej rozgrzewki. Bieżnia, skakanka i rowerek. Potem joga a na koniec to, co tylko chcieliśmy. Ja zacząłem od pompek, ale czując, że nie jest zbyt ciężko zawołałem Nicole przerywając jej przysiady. Jej pupa przyprawia mnie o erekcje, cholera.
-Usiądź mi na plecach, potrzebuje paru kilogramów dla utrudnienia. Proszę? - zapytałem robiąc do niej słodkie oczka.
-Paru kilogramów? Przy mnie się zarwiesz! Spójrz na mnie! - obejrzałem ją od stóp do głów i nie, nie ma w niej grama tłuszczu, jest idealna. Gdzie ona go widzi? Waży może 40 kilo nie więcej a to pewnie nieodpowiednie dla jej wzrostu. Wcięcie w jej talii było wyraźnie widać a jej biodra podkreślały obcisłe legginsy. 
-Kochanie, grubość to w twoim przypadku tylko uczucie. - wyszeptałem jej do ucha i przytuliłem. - A teraz wskakuj mi na plecy i bez gadania.

Położyłem się na ziemi na brzuchu i gdy tylko usiadła na mnie zacząłem robić pompki. Trzy serie po 50 powtórzeń to mój nowy rekord. Następna była klata, tu już poradziłem sobie sam, ale widziałem jak wpatruje się na mnie z w pewnym rodzaju pożądaniem. Ona robiła brzuszki i też nie ukrywam, że zerkałem na nią raz na jakiś czas. Zauważyłem jej najmniejsze szczegóły takie jak dołeczki czy znamię w dole jej pleców. Bordowa kreska. Wiem też, że jest wytrwała i uparta. Gdy postanowiła dobić do 30 scyzoryków - zrobiła to nawet gdy widziałem już małe łzy w jej oczach. Podziwiam ją.

Po treningu wzięliśmy prysznic i mieliśmy wracać do domu, ale nie tak szybko. Zawiozłem ich przed bar Eda "Sing!" i tłumacząc się, że muszę coś załatwić sprawdziłem czy wszystko jest gotowe. Moje modlitwy zostały wysłuchane wszystko na miejscu. Różowy, lukrowany tort czekoladowy jest, balony są, ozdoby są, alkohol jest, fajerwerki też i moje stare przyjaciółki Little Mix też przybyły. Tak, jestem fanem swoich przyjaciółek, nie oceniajcie mnie! Miałem zamówić Dj'a ale akurat były na trasie w Irlandii więc zadzwoniłem i są tutaj.

Poprosiłem je o schowanie się za sceną i wyciszenie muzyki. Poszedłem znowu do samochodu i zawołałem dziewczyny. Powiedziałem im, że muszą pomóc mi nosić produkty, które kupiłem, mianowicie alkohol. Wszystkie jęknęły nie mając zamiaru się ruszyć więc wyciągnąłem je siłą. Jak gentleman otwierając im drzwi do "Sing!". Wszystkie oniemiały. Od razu włączyła się muzyka, goście wyskoczyli a na scenę weszły Perrie, Leigh-Anne i Jesy. Nicole popłakała się ze szczęścia jak psychiczna szczypiąc się w ramię. 
-To nie sen! - krzyknąłem próbując zagłuszyć "Stereo Soldier" - Little Mix.
Tak jak już mówiłem, ona nie zapomni tej nocy.


poniedziałek, 10 listopada 2014

Rozdział V "Początek wojny"

Rozejrzałem się dookoła. Jedno wielkie pustkowie, same góry i drzewa, za którymi mogłaby ukryć się nawet armia. Pobiegłem z powrotem do sklepu znowu przerywając liżącym się kochankom, ble. Faydee spojrzał na mnie zdenerwowany, ale nie dałem mu nic powiedzieć. Wytłumaczyłem mu, że dosłownie minutę temu ktoś przestrzelił mi opony i nie ruszę się stąd dopóki tego kogoś nie zabiję. Poprosiłem go o osłanianie mnie w trakcie przeszukiwania lasu. Z bagażnika pożyczonego Mercedesa wyjąłem dwie kamizelki kuloodporne, karabiny, podręczne pistolety oraz paczkę amunicji. Po ubraniu kamizelek ruszyliśmy w poszukiwania.
Ktokolwiek to zrobił nie był miło nastawiony. Będąc szczerym większość ludzi nie jest do mnie miło nastawiona więc może to być ktokolwiek... Ojciec, matka jednego z zabitych przeze mnie ludzi, paru gości z przeciwnego nam gangu albo starzy "znajomi". Oni wszyscy wchodzą w grę.

Błądziliśmy po zarośniętym wzgórzu stąpając prawie niesłyszalnie, nasłuchiwaliśmy najcichszego dźwięku, szukaliśmy najmniejszego ruchu.
-Hej, Niall też to widziałeś? - usłyszałem za sobą cichy szept.
-Nie, co widziałeś Feyds?
-Liście poruszyły się na tamtym krzaku. - stwierdził wskazując wielki, zielony krzew leszczyny. Zanim zdążyłem się dokładnie przyjrzeć z między gałęzi wyszła słodka dziewczyna w czarnej, zwiewnej sukience. Zupełnie oszołomiony patrzyłem się na nią. Piękna, idealna wręcz, jej oczy koloru brązowego perfekcyjnie komponowały się z ciemnymi włosami. Uśmiechnęła się szeroko sięgając do kieszonki z tyłu sukienki. Momentalnie spoważniała i szybkim ruchem ręki wyjęła lśniący srebrny pistolet zza pleców celując go w moją klatkę piersiową. Strzeliła, poczułem dreszcz przechodzący w dół mojego kręgosłupa i mocną siłę uderzającą moje ciało na chwilę zabrakło mi oddechu, ale kamizelka uratowała mi życie.

Pobiegliśmy kawałek do tyłu i zatrzymaliśmy się przy dosyć szerokim drzewie. Ukryliśmy się za nim i zaczęliśmy ostrzał. Dziewczyna padła od strzału w nogę prawie natychmiastowo. Chwila ciszy, którą przerywał jej cichy szloch. Nagle zza pobliskiej skały ukazały się dwie kolejne postacie, dobrze mi znane. Styles i Tomlinson. Czyli jednak nadal ze sobą trzymają, no cóż, poradzimy sobie z nimi. Już celowałem prosto w czoło Harry'ego. Przyłożyłem palec wskazujący do spustu karabinu jednak irytujący głos Louisa przerwał mi.
-Nawet nie próbuj Horan bo coś przypadkiem może stać się twojej suczce. - ironiczny śmiech rozniósł się echem po lesie. - Przychodzimy tu na razie w pokoju, na razie... Twoje marne kółeczka ucierpiały tylko dlatego, że chcieliśmy cię tu jakoś sprowadzić, czas na negocjacje, ale tylko w sześć oczu. - wygłosił Tommo spoglądając z pogardą na mojego towarzysza. - Kolego, możesz już odejść, na nic się nie przydasz. - rozkazał Fatrouniemu. Chłopak lekko oburzył się, ale gdy spojrzał na mnie i zobaczył jak kiwam głową dając mu znak żeby odszedł, posłusznie to zrobił.

*
Wróciłem do domu troszeczkę po obijany: limo, zdarte kolana i nic więcej. Niby mała potyczka, ale ważne żeby Nicole o niczym się nie dowiedziała. Wszedłem do pokoju Chachi, która mimo późnej godziny wciąż była na nogach. Sprzątała pokój i szafkę z aktami. 
-Hej, dlaczego jeszcze nie śpisz? - zapytałem cicho zerkając przez szparę w na wpół otwartych drzwiach.
-Niall, to wszystko wróciło, ale tym razem poradzę sobie, ok i nie rozmawiajmy o tym, nie chcę. - wyznała wciąż trzymając głowę między szufladami pełnymi papierów. Wyjrzała z pomiędzy nich na moment a jej szczęka opadła na mój widok. - Mój boże, co ci się stało?! - krzyknęła mało nie budząc reszty domowników. 
-Ciszej trochę, miałem spotkanie, które trochę wymknęło się spod kontroli i chciałbym żebyś to jakoś zatuszowała, nie chce żeby ONA się dowiedziała, proszę. - wybłagałem. Chrissy zapaliła lampkę przy jej toaletce i kazała mi usiąść na drewnianym krzesełku barowym. Nałożyła mi warstwę tapety, jakiś korektor i puder. Chyba chciała mnie nauczyć jak to robić, ale nie słuchałem jej. Zastanawiałem się nad dzisiejszą rozmową z Harry'm i jego przyjacielem. Cholera, oni mogą mnie zniszczyć, ale jestem Niall James Horan i nie poddam się dwóm chłopakom z pistoletami. Dziewczyna, którą postrzeliłem, z tego co się dowiedziałem - Juliet raczej mi już nie stanie na drodze... 

Po skończonym makijażu wziąłem szybki prysznic i wróciłem do swojego przytulnego pokoiku. Na moim  ogromnym łóżku leżała skulona w rogu, drobna dziewczyna. Włosy opadały jej na nieskazitelną twarz, ale widziałem jak uśmiecha się przez sen. Położyłem się obok niej. Korciło mnie by położyć rękę na jej biodrze, ale nie mogłem. Oh, Horan przecież tobie wszystko wolno. Skarciłem się w myślach, ale i tak nie chciałem obudzić tej cudownej istotki. 

Niespokojne myśli wciąż krążyły po mojej głowie, zatrzymywały oddech. Nie mogłem pogodzić się z tym co może mnie niedługo czekać przez w pewnym rodzaju moją głupotę. Przykryłem się szczelnie kołdrą gdy zimne ciarki przeszły po moim ciele. Zadrżałem z chłodu unoszącego się w pokoju. Nicole chyba też to poczuła. Obróciła się szukając wygodnej pozycji. Zatrzymała się na lewym boku obejmując moją nagą klatkę swoim chudym ramieniem. Nagle wszystkie smutki, wszystkie myśli, problemy rozpłynęły się zostawiając po sobie jedynie szeroki uśmiech na mojej twarzy. Zasnąłem w przeciągu paru sekund odwzajemniając objęcie i całując ją delikatnie w czoło.

poniedziałek, 3 listopada 2014

Rozdział IV "Gdyby tylko wiedziała..."

Obudziłam się porażona przez promienie słoneczne przedostające się zza czerwonych firanek. Nie byłam już w tej samej bieliźnie, w której byłam wczoraj. Miałam na sobie krótkie spodenki i t-shirt z napisem "Good girls are bad girls".
Ok, po pierwsze to gdzie ja jestem? Po drugie, dlaczego jestem tak ubrana i po trzecie, dlaczego tak cholernie boli mnie ręka?
Instynktownie spojrzałam na swoje strasznie bolące ramie zauważając na nim biały bandaż prawie cały przesiąknięty krwią. Co do cholery? Głowa mnie strasznie boli i nic nie pamiętam i nie mam siły nad tym myśleć, ale coś musiało się wydarzyć. Mam zakwasy w nogach jakbym biegała cały wieczór, auć, nienawidzę tego uczucia.

Nagle usłyszałam skrzeczenie otwierających się drzwi. Złapałam się za głowę bo ból się nasilił. Odwróciłam się w ich kierunku i zobaczyłam chłopaka z blond czupryną. W rękach trzymał tacę z tradycyjnym brytyjskim śniadaniem i szklanką soku pomarańczowego.
-Dzień dobry, widzę, że księżniczka już wstała. - przywitał mnie z uśmiechem. - Ma pani ochotę na jajko sadzone, smażony bekon, tosty, fasolę, pomidory i sok?
-Tak, dziękuję, ale nie zjem wszystkiego. - westchnęłam. Mój żołądek skurczył się od tego jedzenia stołówkowego w tamtym burdelu. Chce mi się wymiotować na samą myśl o nim. - A tak w ogóle to jak się tu dostałam i czemu mam dziurę w ramieniu? - zapytałam zdenerwowana podnosząc swój ton głosu.
-Umm...więc wczoraj się trochę pokłóciliśmy i wybiegłaś z domu. Potem Chachi znalazła cię leżącą na chodniku. Nie wiemy co ci się stało. Przynieśliśmy cię tutaj - do mojego pokoju i opatrzyliśmy,
-Uh, ok, przepraszam za kłopot. - uśmiechnęłam się do chłopaka. Jak ja mogłam się tak skompromitować. Moje życie jest na prawdę pełne porażek.
 -Nic się nie stało, Nicole. Wiesz, ja przepraszam za wczoraj.. j-ja nie wiem co mi odbiło, jestem nieufna, ale ty jesteś świetną i waleczną dziewczyną, zostań tu ile chcesz.
-Zostanę tu, ale tylko na parę dni dopóki nie znajdę jakiegoś mieszkania i pracy.. oczywiście jeśli to nie problem. Dziękuję za wszystko. - powiedziałam biorąc kęs tosta.
-Oczywiście, że to nie będzie problem. Ja teraz idę do pracy, zobaczymy się wieczorem. Miłego dnia. - pożegnał się i wyszedł z pomieszczenia.
Rozejrzałam się po pokoju. Był nawet przytulnie urządzony. Błękitne ściany, futerkowe dywany i białe meble. Zauważyłam że w niektórych miejscach na ścianie pozrywana była farba a kosz był pełny kolorowych skrawków papieru. Byłam ciekawa co to więc podeszłam bliżej. Wiem, że nie powinnam grzebać w cudzym śmietniku, ale z natury jestem ciekawska, musicie mi to wybaczyć. Podniosłam jeden papierek i zobaczyłam twarz Jesy Nelson. Co? Na następnym ujrzałam Perrie Edwards a na kolejnym logo Little Mix. To jest pokój Nialla? Nie spodziewałabym się tego po nim, ale widocznie się tego wstydził, aww słodkie.
Po zjedzeniu przepysznego śniadania podreptałam do kuchni i włożyłam naczynia do zmywarki. Usłyszałam dochodzące z salonu odgłosu więc skierowałam się w ich kierunku. Na kanapie zobaczyłam Chachi ubraną w śliczną różową piżamkę w kotki. Usiadłam obok niej i przywitałam się:
-Dzień dobry, głupio, że pytam, ale czy mogłabyś pożyczyć mi jakieś ubranie. - spytałam nieśmiało przygryzając wargę.
-Tak, jasne, chodź za mną. - wstała i pognała w kierunku drzwi z napisem "Nie wchodzić! Teren Chrissy." Weszłam z nią do nowocześnie wystrojonego pokoju. Stały w nim dwa komputery firmy Apple a na ścianie wisiała około 50 calowa plazma. Oli podeszła do szklanych drzwi i wbiła coś na panelu obok nich. Momentalnie drzwi się otworzyły ukazując szereg bluzek, spodni i równo poukładanych pudełek z butami. O cholera, ona ma nawet automatyczną szafę. Gdzie oni to zarabiają?! Dziewczyna wyjęła z szafy parę szortów, t-shirt z nadrukiem "Cool kids dance all the time" i parę neonowych vansów.
-Wow, ile ty masz fajnych ciuchów. - stwierdziłam wzdychając na widok szafy wypełnionej po brzegi ubraniami. Oh, czy to niebo? Rodzice zawsze kupywali mi masę ubrań, zanim... eh. - Gdzie mogę się przebrać?
-Za drzwiami na końcu korytarza znajdziesz toaletę. Jak przyjdziesz to możesz przyjść tu mi się pokazać i pogadamy, albo coś w tym stylu. - zachichotała a ja natychmiast poszłam się przebrać. Wróciłam jakieś pięć minut później i usiadłam na łóżku Chachi.
-Too... masz jakieś pytania do mnie? Odpowiem na cokolwiek? - zapytała uprzejmie.    
-Taa.. Jak tu się znalazłam?
-A więc, uhh, po prostu wybiegłaś z domu i musieliśmy cię tu z powrotem przynieść, byłaś ranna i leżałaś na ulicy jak bezdomny. Nic nie pamiętasz? - tego oczekiwałam, potwierdzenia tego co powiedział Niall. I co? Jak bezdomny? Um, dzięki za szczerość?
-Nie, nic, mam pustkę w głowie i źle się czuję. Mogę cię o coś poprosić? - zapytałam niepewnie.
-Tak, wal śmiało.
-Mogę zadzwonić do Niall'a z twojej komórki? Nie mam swojej.
-Taa, trzymaj. - podała mi iPhone uprzednio wybierając numer chłopaka.
"Halo? Czego chcesz Chachi? Mówiłem ci żebyś nie przeszkadzała mi w pracy. Coś się stało/" - odezwał się zdenerwowany głos w słuchawce.
"Um, to ja, Nicole. Mogę się o coś zapytać?"
 "Jasne, o co chodzi?" - złagodniał.
 "Ok, prosto z mostu: Czy jesteś Boy Mixerem?"
 "Niee.." - słychać było, że się zapeszył i mimo tego, że nie widziałam jego twarzy byłam niemal pewna, że się zarumienił.
"To czyje były te podarte plakaty, które zupełnie przypadkiem znalazłam w koszu?" - zapytałam chichotając.
"Grzebałaś w moim pokoju?"
"Oh, czyli przyznajesz, że były twoje?"
"Eee.. no dobra tak! Jesteś zadowolona?"
"Oczywiście, że tak, idoli nie trzeba się wstydzić, zawsze chciałam mieć Boy Mixera za chłopaka, sama jestem Mixer" - byłam taka zachwycona. Niall jest pierwszym Boy Mixerem jakiego poznałam. Nawet na paru koncertach Little Mix na jakich byłam nie mogłam dopatrzeć się osobnika płci męskiej.
"Świetnie." - wyszeptał ledwo słyszalnym głosem i rozłączył się.
-Hahaha, ojeju, skąd wiesz że on jest Mixer? - spytała z ciekawością Gonzales.
-Zauważyłam w jego pokoju porwane plakaty Little Mix w koszu i pozrywaną farbę więc pomyślałam, że raczej nikt nie przyszedł tu w środku nocy i nie powkładał skrawków papieru do kosza na śmieci. Nie wiem czemu się tego wstydził i zepsuł taką kolekcję plakatów, mam ochotę go zabić... - westchnęłam.
-Aww, Horanek wstydził się swoich idolek przed dziewczyną. Myślę, że ma cię na oku... nie spieprz tego. - zaśmiała się na co jej zawtórowałam.
-Mam się bać? - spoważniałam.
-Nie, nawet wręcz przeciwnie. - uśmiechnęła się Olivia kontynuując rozmowę na setki innych pobocznych tematów.


Niall's POV:
Jezu, jezu, jezu, mogłem spalić te plakaty zanim się obudziła. A poza tym od kiedy się taki religijny zrobiłem. Dzisiaj będę miał okazję trochę zrekompensować sobie tą wtopę. Wyciągnę ją do Rosso Restaurant. Muszę tylko kupić jakiś nowy pojazd bo do cholery tamten popsuł mi się daleko stąd a policja już dorwała go w swoje łapska. Wiedzieli, że to mój samochód. Pewnie znajdą parę działek i zdjęcie Annie, nic wartościowego...
Już zdążyłem uregulować wszystkie rachunki z paroma facetami i niepozorną dziewczyną pracującą w kawiarnii Starbucks, więc na pożyczonym od Victorii Mercedesem z 1995 roku pojechałem do sklepu Faydee'ego Fatrouni. Gość zajmuje się nielegalną sprzedażą kradzionych aut oraz ich wypożyczaniem. Znamy się jakiś czas. Pochodzi z Sydney i ma nieskazitelny głos. Kiedyś próbował się wybić, ale coś się nie udało i został tym kim został.

Uchyliłem drzwi sklepiku i powitał mnie dźwięk dzwoneczka przywieszonego nad drzwiami oraz Faydee obściskujący się ze swoją nową dziewczyną, Sandrą. Słysząc nadchodzącego klienta oderwał się od niej na chwilę i uprzednio szeptając "Poczekaj tu chwileczkę, kucyku" pomaszerował do kasy.
-Cześć brachu! Dawno mnie nie odwiedzałeś. - przywitał mnie Faydee. - Czego potrzebujesz?
-Więc po pierwsze mój stary, dobry Range Rover popsuł się paręnaście kilometrów stąd i policja już go sobie przywłaszczyła i nie za bardzo mam co zrobić. Może tym razem postawię na coś szybszego? Służba krajowa zaczyna mnie poszukiwać i zdałoby się kupić coś ułatwiającego ucieczkę w razie potrzeby.
-To świetnie, Jai Brooks niedawno przyprowadził mi pewien piękny motor. Masz prawo jazdy na motor, prawda? - spojrzał na mnie i po minucie ciszy zaczęliśmy się głośno śmiać. Powód był jasny - nie potrzebuję prawa jazdy bo i tak już od dawna żyję ponad jakimikolwiek prawami. Kumpel zaprowadził mnie wgłąb przestronnego magazynu wypełnionym prawdziwymi cudeńkami motoryzacji. Zatrzymaliśmy się przed lekko zarysowanym, czarnym motorem. Przeszedł niemały tuning i był w stanie osiągnąć nawet 300km/h. Miał też przestronny schowek pod siedzeniem mogący zmieścić około 2 kilogramów towaru. Bez zastanowienia kupiłem go oraz sztuczną tablicę rejestracyjną. Wyrobiłem sobię również nowy dowód i prawko.

Wyprowadziłem pojazd poza posesję sklepu i już miałem odjeżdżać z pełną prędkością, ale ktoś przestrzelił mi koła...

sobota, 1 listopada 2014

Rozdział III "Jeśli coś pójdzie źle, możemy go zburzyć."

 -Nie masz potrzeby by do nich dołączyć. Wygadaj się mi kochanie. Jak oni zmarli? Wiem, że to ciężki temat, ale teraz tego potrzebujesz: rozmowy i kogoś przy tobie. - starałam się jakoś zacząć rozmowę i zamknęłam Nicole w swoich ramionach. Wyjęłam telefon i znowu napisałam do Joey'a:

Do: Joey
"Znalazłam ją, cała i zdrowa. :)"

Od: Joey
"Uff.. Wreszcie chwila odpoczynku. ;)"

-Więc kochanie? Co ci leży na serduszku?
-Jestem rozdarta. Gdy oni zginęli cały mój świat się zawalił a Ashton zamiast go odbudować jeszcze pogorszył sprawę. Rodzice zmarli dokładnie 15 miesięcy temu chcąc odwiedzić mnie w akademiku. Zostało im dokładnie cztery ulice ale pech chciał że wpadli w poślizg. Oboje umarli na miejscu zostawiając mnie samą bez prawa do ich majątku. Dopóki mój ex nie oddał mnie Harry'emu mieszkałam w akademiku. Nie miałam gdzie wyjechać na święta, nikt mnie nie odwiedzał. Byłam tylko ja i moje blizny. Już wtedy miałam tendencję do cięcia się, czułam pustkę bez rodziny, pustkę bez ani odrobiny czułości. Byłam dręczona w szkole i wszyscy moi przyjaciele odwrócili się ode mnie. Będąc z Ashtonem, nie ważne jakim był dupkiem, nie czułam się samotna. Gdy trafiłam do mojego nowego "domu" nie poczułam różnicy, byłam traktowana tak samo jak przez cały czas od czasu tej straty. Nie mam pieniędzy na powrót do Polski, jestem, a raczej byłam tu na studiach. Harry załatwiał mi wyżywienie i nocleg, ale za wysoką cenę jaką był mój honor.
-Kochanie... Poradzisz sobie, nie przejmuj się ja ci pomogę. - pocieszałam Nicole z całych sił, ale słowa, które do niej kierowałam zdawały się ulatniać. Nie słyszała ich. Była pogrążona w swoim płaczu i uporczywych myślach, które nie chciały zniknąć.
-Nie mogę wiecznie żyć na cudzą rękę. Muszę zacząć radzić sobie samemu, albo się poddać. - westchnęła.
-Nie możesz poddać się bez walki. Bądź silna i pokaż wszystkim, że jesteś czegoś warta. Pokaż to swoim rodzicom. Niech będą z ciebie dumni. Jesteś zwycięzcą! - krzyknęłam, dając jej namiastkę siły, która, miejmy nadzieję zapoczątkuje jej nowe życie.
-Walczyłam już wystarczająco długo, jestem wyczerpana i słaba. Może już na mnie czas? Nie mam powodów żeby tu zostać.
-Jestem tu ja, Niall, Victoria i Carole.
-Kto to Victoria i Carole? - podniosła na mnie wzrok.
-Ehh, no tak, Bułka i Wawa. Pamiętasz?
-Oh, no tak, przepraszam. Wy nawet mnie dobrze nie znacie.
-Ale wszystkie byłyśmy kiedyś w twojej sytuacji i jesteśmy z tobą. Niall'a słabością jest złamane serce, jest kruchy, tylko udaje twardziela. Victoria choruje na niedoczynność tarczycy, z którą musi się zmagać do końca życia. Carole dla odmiany jest anorektyczką i anemiczką, wszystko zaczęło się od depresji. No i ja, udało mi się pokonać anemię, teraz choruję na bezsenność, nie wiem czy to przez stan nerwowy czy zły tryb życia, ale od kilku dni nie spałam. Patrz tylko. - westchnęłam i sięgnęłam do torebki po wacik i zmywacz do makijażu. Pociągnęłam szybkim ruchem po policzku i od razu ukazały się ogromne wory pod oczami starannie przykryte korektorem. - Oczywiście wszystkie możemy pochwalić się też paroma bliznami. - stwierdziłam i podciągnęłam rękawy kurtki. Zdjęłam kilka luźnych bransoletek i pokazałam Nicole swoje nadgarstki.
-Jesteś niesamowita, wszyscy jesteście, wojownicy. Myślę, że mogę się postarać, dla was. - uśmiechnęła się ocierając łzy
-Świetnie. Mam nadzieję, że dotrzymasz obietnicy.
-Obiecuję. - szepnęła i przytuliła się do mnie mocno.
-Ok, to gdzie teraz idziemy? Co powiesz na McDonald? Jest całodobowy. - powiedziałam zmieniając drażliwy temat na przyjemny.
-Jeju, jak ja dawno nie jadłam fast-fooda. Jak ja dawno jadłam cokolwiek co ma jakiś smak. Louis, przyjaciel Stylesa serwował nam same papki marchewkowe albo ziemniaczane, ugh, aż mnie ciarki przechodzą. - powiedziała z lekko roześmianym głosem. - Niestety, nie mam przy sobie żadnych pieniędzy.
-Zapłacę za ciebie, zjedz chociaż jeden posiłek.
-Nie, nie trzeba, naprawdę. - próbowała się tłumaczyć, jest bardzo honorową i samodzielną dziewczyną, ale no kurwa zje ze mną tego fast-fooda nawet jeśli miałabym ją związać i zawlec do budynku.
-Chodź, nie pierdol. - rozkazałam i pociągnęłam ją za rękę w kierunku najbliższego maka.

*
Nicole's Pov:
Byłyśmy już niedaleko restauracji na jakimś parkingu niedaleko starego bloku. Ulice były puste a wszystko co nas otaczało to głucha cisza i ciemność. Weszłyśmy do środka przytulnego baru i usiadłyśmy przy ladzie.
-Dzień dobry. Co dla pań? - zapytał profesjonalnie przystojny chłopak za kasą fiskalną i uśmiechał się tak jak szef nakazał.
-Poprosimy dwa McZestawy, dwa Happy Meale z zabawką numer.. - przerwała Chachi i spojrzała na małą gablotkę z zabawkami. Zaśmiałam się na widok dorosłej kobiety wybierającej starannie zabawkę jakby to była decyzja jej życia. - ... siedem i jeszcze dwie duże Coca-Cole. - chłopak zapisał wszystko starannie i po chwili zamówienie było w naszych rękach. Zajadałam się smakołykami, Chrissy też smakowało, ale skończył nam się keczup.
-Ekhem, przepraszam mogę poprosić o dodatkowy kechup? - zapytała i nagle rozległ się za nami dźwięk tłuczonej szyby. Kula była wycelowana w stronę mojej towarzyszki, ale ta padła na ziemie. Celem padł kasjer. Przestrzelili mu bark. No to teraz mamy wystarczająco dużo kechupu do wykarmienia nas obu.

Zaczęłam panikować, Chachi kazała mi się schować na zapleczu. Schyliłam się i biegłam tam co sił w nogach. Wysokie obcasy od Stylesa utrudniały mi sprawę, ale dotarłam w samą porę, kolejna kula trafiła w drzwi tuż za mną. Nie zamknęłam ich na klucz. Może moja towarzyszka też będzie chciała tu przybiec. Usłyszałam następne strzały. Liczyłam je. Szósty, siódmy, ósmy. Na każdy z nich moje serce stawało. Czy osoba, która stała mi się tak bliska w zaledwie parę godzin odejdzie jak wszyscy inni, na których mi zależało? Odpędzałam od siebie te myśli, wierzyłam, że to nie prawda.

Drzwi nagle trzasnęły, już myślałam, że to mój czas, ale to była moja kochana bohaterka. Złapała mnie za rękę i pociągnęła za sobą. Wyszłyśmy tylnym wejściem. Gdy już miałyśmy wejść do linii kanalizacyjnej - naszej ostatniej drogi ucieczki ostatni ze złoczyńców znów wycelował we mnie. Tym razem nie chybił a moje ramie jakby rozdarło się na strzępy. Dokładnie takie to było uczucie. Spojrzałam na niego znowu, tym razem leżał na ziemi a ja ogłuszona nawet nie zauważyłam kiedy został postrzelony przez... Gonzales. Zeszłyśmy do zatęchłych korytarzy, którymi zmuszona byłam wędrować przez następne pół godziny był ciemny i oświetlały go pojedyncze żarówki zwisające z sufitu. Szum zanieczyszczonej wody i jej nieprzyjemny zapach nie umilał wędrówki. Szłyśmy tak około dwóch kilometrów. Byłam strasznie zmęczona a ból przechodził przez całe moje ciało. W końcu zobaczyłam schody które jak mam nadzieję prowadzą na powierzchnię. Na szczęście miałam rację. Byliśmy w piwnicy bloku Nialla. Zresztą taką dostałam informację.

Gonzales zaprowadziła mnie do mieszkania i kazała położyć się na kanapie. Poszła do kuchni i wróciła z tabletkami przeciwbólowymi, apteczką i szklanką wody. Dlaczego po prostu nie wezwie jebanej karetki?!
Z apteczki wyjęła bandaże, pincetę i płyn odkażający. Odkaziła moją ranę co strasznie piekło. Syczałam z bólu i próbowałam nie zemdleć. Starałam się nie patrzeć w stronę "operacji", ale i tak po jakimś czasie straciłam przytomność.

Rozdzial II "Pozbieram kawałki i zbuduję domek z lego"

Nicole's Pov:
Gdy stanęliśmy pod drzwiami jego mieszkania wyraźnie słychać było śmiechy i krzyki dziewcząt. Nie wiedziałam, że on z kimś mieszka. To jego koleżanki i dziewczyna? A może żona? Zaraz, wtedy nie zapraszałby mnie. Nie chce się narzucać, ale było już za późno na odwrót. Niall przepuścił mnie pierwszą przez próg jego mieszkania a gdy tylko go przekroczyłam wszystkie wrzaski i chichoty ucichły. Nastała głucha cisza. Wszystkie trzy twarze zwróciły się w moją stronę ze zdziwioną miną. Były to trzy dziewczyny. Dwie miały blondynki, jedna brunetka. Wszystkie były takie śliczne.. Dlaczego ja zawsze wyglądam jak worek na ziemniaki?
Horan wreszcie postanowił nas sobie przedstawić:
-Chachi, Wawa, Bułeczko to jest Nicole. Właśnie uratowałem ją od Stylesa. Pamiętacie jeszcze tego kutasa? - głos chłopaka przesiąknął złością gdy mówił o Harrym i sarkastyczny, wymuszony uśmiech widniał na jego twarzy. Nie wiem czemu, ale poza złością w jego oczach widziałam ból i żal. Czy Harry zaszedł mu za skórę? Targowali się o mnie jak przyjaciel z przyjacielem, ale atmosfera była strasznie napięta. Jakbym mogła wypytałabym Nialla o wszystko co chcę, ale po pierwsze jestem wstydliwa, po drugie pewnie mi na nie nie odpowie i po trzecie kazał nie zadawać pytań.
-Cześć, Nicole, jak się masz? - pierwsza powitała mnie Chachi... Tak myślę, że miała na imię. Zamknęła mnie w przyjaznym uścisku. Naprawdę wygląda na przemiłą i pomocną osobę. Ociekała słodkością jak mały szczeniaczek. Miała śliczne brązowe oczy i dziewczęce rysy twarzy. Wyglądała na młodszą od reszty.
-Dobrze, a jak u ciebie... Chachi? - powiedziałam niepewnie.
-Świetnie. Naprawdę to jestem Chrissy Gonzales, ale mów mi Chachi, to mój pseudonim sceniczny. - odparła ze szczerym uśmiechem i dumą.
Następna podeszła do mnie Bułeczka:
-Siemka, Nicole. Jak długo tu zostajesz? - spytała z równie serdecznym uśmiechem co Chrissy.
-Tak właściwie to... - nie zdążyłam dokończyć bo przerwał mi Niall. - zostanie tu jakiś czas. - Co? Nie, ja tu jestem tylko na noc! Nie zostanę tu ani chwili dłużej, niż tylko na jedną noc. Spojrzałam na blondyna zdezorientowana. Widząc moje zdziwienie dodał jeszcze: - nie ma się gdzie podziać. Nie powinna być raczej problemem prawda?
-Myślę, że nie. - stwierdzili razem Bułeczka i Chachi. Wawa wciąż siedziała przy stoliku barowym nie odzywając się. Zrobiło mi się głupio więc tylko machnęłam do niej ręką w geście powitalnym. Myślę, że nie jest do mnie mile nastawiona. Jest zazdrosna czy po prostu uważa mnie za intruza.
-Możesz tu zostać ile tylko zechcesz. - dodała Olivia.
-Chodź Nicole, wybierzemy filmy na dzisiejszy wieczór. - uśmiechnął się Horan i pociągnął mnie za rękę do pokoju z wielką kanapą i telewizorem. Wszystko tu jest takie... drogie. Skąd on ma tyle pieniędzy? Nie wyglądają tutaj jak biznesmeni. Bardziej jak grupa nastolatków odrzuconych przez społeczeństwo. Pewnie rodzice to jakieś szychy i przysyłają im pieniądze. Dziwi mnie tylko dlaczego aż tyle aby mogli kupować dziwki...
-To jaki film bierzemy? Wybierz dwa i ja wybiorę dwa. - powiedział chwytając płyty "Tylko ciebię chce" i "Pamiętnik". Ja przeszukałam wzrokiem półki z płytami wybierając "Naznaczony" i "Annabelle". Osobiście uwielbiam horrory, nie lubię romantycznych filmów. Strasznie mnie nudzą i zawsze zasypiam w ich połowie.
-To od którego zaczynamy? - spytałam.
-Pamiętnik?
-Ok. - odpowiedziałam krótko. Od razu włożył płytę do odtwarzacza blue-ray i zasiadł obok mnie na przestronnej kanapie obitej czerwoną skórą. Wzdrygnęłam się gdy objął mnie swoim długim, umięśnionym ramieniem. Muszę przyznać był naprawdę dobrze zbudowany. Przestudiowałam całe jego ciało zupełnie nie zwracając uwagi na historię przedstawianą w telewizorze. Przez przylegającą do ciała, białą koszulkę na ramiączkach mogłam dokładnie zobaczyć jego wyrzeźbioną klatę i sześciopak. Szerokie barki jak Australia i ramiona były wytatuowane. Wilk, dwa skrzyżowane pistolety, ciemna postać śmierci oraz imię "Annie". Dam sobię rękę uciąć, że każdy ten tatuaż miał głębokie znaczenie. W końcu nie należą do byle kogo, tylko do mądrego, tajemniczego chłopaka, bohatera. Kontynuowałam wpatrywanie się w jego osobę. Blond włosy idealnie komponowały się z szafirowymi oczami. Usta pełne, koloru malinowego, śliczne.

Chłopak chyba zauważył, że wpatruje się w jego usta więc uśmiechnął się szeroko.
-Czy miała by pani ochotę zrobić coś innego z ustami niż tylko się na nie patrzeć? - zapytał kokieteryjnie co sprawiło, że róż wkradł się na moje policzki.
-Zachowaj te uwagi dla siebie Horan? - odpowiedziałam marszcząc brwi. Zamilkł. Chyba myślał że ulegnę, ha! Nicola 1 - Jego duże ego 0, ale muszę przyznać, że duzi chłopcy wyglądają przesłodko gdy się rumienią.
-Może zjadłabyś coś? - spytał z troską, próbując zmienić temat.
-Nie dziękuje, nie jestem głodna. - powiedziałam opryskliwie.
-Chcesz o czymś pogadać? W jednej minucie siedzimy normalnie, oglądamy film a w drugiej jesteś obrażona na cały świat. Coś musi być nie tak.
-Ok, powiem ci, nie mam gdzie się podziać, jestem tutaj, z tobą, obcym chłopakiem, którego poznałam godzinę temu w burdelu. Zaczynasz ze mną flirtować a jeszcze niecały rok temu byłam w toksycznym związku. Nie mam na sobie nic oprócz koronkowej, białej bielizny i twojej bluzy, plus, nawet do cholery nikt mnie w tym domu nie lubi. Ugh. - starałam się zatrzymać łzy wpływające do moich oczu. Moje życie to jednak jest całkiem do dupy, czemu by tego po prostu nie skończyć. A wystarczyłoby jedno głębsze cięcie i tak mam ich już pełno...
-Nicole, spójrz na mnie. - rozkazał przykładając rękę do mojego podbródka. Podniósł go zmuszając mnie na kontakt wzrokowy. - Zostaniesz tu ile będziesz chciała, ubrania pożyczymy od dziewczyn, a wszyscy w końcu przyzwyczają się do twojej obecności. - uśmiechnął się pokrzepiająco.
-Dlaczego to w ogóle zrobiłeś? Po co? Masz coś z tego? Wydałeś dwadzieścia pięć tysięcy tylko po to by mnie uwolnić a nawet mnie nie znasz. Skąd masz pewność, że nie okradnę cię i zostawię z niczym? Wiesz chociaż jak mam na nazwisko?! - podniosłam ton głosu.
-Jak tak bardzo nie chcesz mojej pomocy to po prostu wyjdź. Nikt cię tu nie trzyma! Próbuje ci tylko pomóc do cholery, dlaczego jesteś taka skomplikowana?! - krzyknął mi prosto w twarz.
-Ja skomplikowana? To nie ja wydałam tyle funtów na bezużyteczną dziwkę tylko po to by ją utrzymywać. Mam dość, wychodzę. - zerwałam się z krzesła i pognałam w kierunku drzwi. Przed ich trzaśnięciem odwróciłam się i rzuciłam sarkastycznie: - Miłego dnia, może chociaż dla ciebie będzie udany. - i wyszłam.

Teraz zostało tylko dwoje ludzi którym mogę zaufać... RODZICE.


***

Chachi's Pov:
 -Co kurwa jej powiedziałeś?! - zapytałam z niedowierzaniem. Jak? No jak do cholery można potraktować tak dziewczynę, która przeżyła tak wiele? Rozumiem, stracił swoje nerwy, ale Nicole została zmuszona do pracy w domu publicznym Harrego, nie ma domu ani ubrań a on tak po prostu daje jej odejść nie starając się o jej powrót. Kobieta zmienną jest i trzeba jej wybaczyć wahania nastrojów, nie do chuja zostawiać ją z sercem połamanym na kawałki, samą w tym wielkim świecie.
-To nic wielkiego. - parsknął z obojętnością.
-Nic wielkiego? Ona pewnie błąka się po ulicy Mullingar albo już zadźgał albo zgwałcił jakiś "przyjaciel" Stylesa. Wiesz co? Rób co chcesz, ale ja idę jej szukać, na razie dupku! - ubrałam się w swój czarny płaszcz i wyszłam na zewnątrz.
Było już ciemno. Spojrzałam na zegarek. Wskazówki wskazywały godzinę 23:18. Zaczęłam iść w dół ulicy i napisałam do Joey'a - mojego brata. Joey pracuje w policji. Trochę to dziwne, on jest policjantem a ja pracuje w czarnym biznesie. Na szczęście jeszcze nie dowiedział się o mojej działalności i mam nadzieję, że nigdy się o niej nie dowie.

Do: Joey
"Hej. Jesteś jeszcze w pracy?"

Od: Joey
"Tak, staram się namierzyć gang nijakiego Nialla, ale zero po nich śladu..."

          Westchnęłam z ulgą, jesteśmy jednym z najbardziej wyspecjalizowanych gangów, ale mamy też sporo morderstw, kradzieży, nielegalnych wyścigów i porwań na karku. Nikt by nie chciał żeby złapano go z taką kartoteką.

Do: Joey
"Ugh, czyli jesteś zajęty? :(("

Od: Joey
"Już prawie kończę, oni są jak niewidzialni nawet nie ma co się starać ich szukać i tak nikomu to nie wyjdzie"

Do: Joey
"To świetnie, mam dla ciebie sprawę. :)"

Od: Joey
"Młoda, zawsze mi musisz znaleźć jakąś pracę po godzinach? Co tym razem? :/"

Do: Joey
"Szukam przyjaciółki. Spytasz się kolegów czy nie widzieli gdzieś brązowookiej brunetki w białej bieliźnie i czarnej bluzie?"

Od: Joey
"Wow, wow, wow... stop. W bieliźnie? :o"

Do: Joey
"Troszeczkę u mnie zabalowała. Ups."

Od: Joey
"Oh, siostra, następnym razem pilnuj imprezowiczów. Dobrze, postaram się ją odszukać. Dobranoc ;)"

Do: Joey
"Zadzwoń jak będziesz coś wiedział. Dobranoc :*"

Więc chociaż mam jakąś pomoc. Przeszłam może pięć ulic, ale nie widziałam żywej duszy, jedynie samotny kot szukający czegoś w śmietniku. Kolejne dwie ulice dalej zauważyłam postać klęczącą na skrzyżowaniu. Podeszłam do niej bliżej w razie czego przygotowując się do ataku. To była Nicole. W ręku trzymała malutki bukiecik róż i świeczkę. Po jej policzkach spływały stróżki łez. Uklękłam obok, ale była tak pogrążona w modlitwie, że chyba nawet nie zauważyła mojej obecności.
-Umm... Nicole? - dziewczyna wzdrygnęła że strachu dopiero teraz zdając sobie sprawę, że byłam tuż obok. - Wszystko w porządku?
-Taa.. Tylko, że moje życie się wali a jedyne co mi zostało to moi rodzice. Leżą sobie tutaj spokojnie i patrzą na mnie z góry. Fajnie by było kiedyś do nich dołączyć. Niedługo pewnie to zrobię.

Rozdział I "Zrób mi przysługę, przestań zadawać pytania!"

Stałem tam i milczałem, tak samo jak i on. Harry był kiedyś moim najlepszym przyjacielem, ale po tym co zrobił nie mogę mu wybaczyć.
Cztery lata temu miałem dziewczynę. Byliśmy wprost idealną parą. Całowaliśmy się w każdym możliwym miejscu w każdym możliwym czasie. Nawet kiedy przedstawiłem ją mojej mamie polubiły się. Uważałem, że to nie możliwe, ale tak, moja mama kogoś polubiła. Ta twarda kobieta z ciężką ręką okazywała jakieś uczucie! Dziewczyna nazywała się Annie Derby. Właśnie w tym rzecz - Derby Country to mój ulubiony klub piłkarski, kibicuje im całym sercem i nagle w moim życiu pojawia się dziewczyna o nazwisku Derby. Strzała Amora trafiła mnie bardzo mocno w dupę i do dzisiaj nie wyszedłem z tej miłości. Przed snem widzę jej piękną, nieskazitelną twarz. Harry, Annie i ja byliśmy paczką najlepszych przyjaciół do czasu gdy ona postanowiła mnie dla niego zostawić. Wpadłem w szał, kłóciłem się z nią, potem błagałem żeby została... Było już za późno, spakowała swoje rzeczy i wyszła z naszego mieszkania trzaskając drzwiami. Nie wiedziała o tym, że Harry był łamaczem serc a ona była jego kolejną zabawką.  Nie wiem co stało się z nią dalej, urwałem z nimi kontakty, ale los chciał, że dziś znowu spotkałem się znowu z tym śmieciem, który zniszczył mi życie zabierając mój największy skarb.

Styles najwidoczniej mając dość niezręcznej sytuacji jak gdyby nigdy nic wstał ze swojego miejsca i ruchem ręki zawiadomił że mam iść zanim. Prowadził mnie wzdłuż ciemnego korytarza, który oświetlały jedynie nieliczne lampki przytwierdzone do ściany. Otworzył drzwi do jednego z pokojów i dał mi do niego wejść.
-Rozgość się, nasza Nicole zaraz przyjdzie się tobą zająć. - zawiadomił mi i zatrzasnął drzwi.
Usiadłem na wielkim łóżku i rozejrzałem dookoła. Pomieszczenie było ciepłe. Ściany pomalowane na czerwono, jasna posadzka i wielki okrągły żyrandol. Na środku pomieszczenia stało łóżko okryte czarno-czerwoną satynową pościelą a po obu jego stronach znajdowały się szafki nocne. Na suficie dostrzegłem małą kamerkę. Właściciel obserwuje klientów? Nie ładnie. Zdjąłem swoją mokrą od deszczu, szarą bluzę i zasłoniłem obiektyw kamery uprzednio pokazując jej środkowy palec.
Po pięciu minutach przez drzwi przeszła śliczna, brunetka. Jej skąpe ubranie odsłaniało perfekcyjną talię, pokaźny biust i jędrną pupcię. Wow, niezła. Jedyne co mnie on niej odstraszało to... liczne rany i blizny. Miała ich pełno na udach i rękach. Czemu? Natychmiast podszedłem do brązowookiej i wskazując cięcia, spytałem:
-Dlaczego? - wiedziała o co mi chodzi, nie odpowiedziała, spuściła głowę jakby jej stopy i podłoga były teraz najbardziej interesującymi rzeczami na ziemi. Po chwili zdecydowała się i cicho wyszeptała:
-Nie mogę ci nic powiedzieć... Po prostu zacznijmy. Powoli i kusząco zarzuciła swoje ramiona na moją szyję i prowokowała mnie ruchami swoich bioder. Wciąż byłem ciekawy dlaczego jest w takim strasznym stanie, więc przerwałem jej i szepnąłem do ucha.
-Nie martw się, nikt nas nie widzi, zdradź mi dlaczego lub kto sprawił, że to zrobiłaś? - łzy momentalnie napłynęły jej do oczu. Wiedziałem, że starała się być silna, ale z jakiegoś powodu nie dawała rady.
-To on... - załkała i spojrzała w stronę zasłoniętej kamery. - ...Styles każe nas wszystkie za nieposłuszeństwo albo mały zarobek. Powtarza, że jesteśmy niczym, bezwartościowymi szmatami i zawdzięczamy mu życie. Boję się go, nie wytrzymuje już, proszę pomóż mi... -Ostatnie słowa były prawie niesłyszalne. Wypowiedziane jakby resztkami sił, piskliwym głosem pełnym załamania i obawy.
-To dlaczego tu jeszcze jesteś? - wypytywałem delikatnym głosem.
-Więc, mój były już chłopak Ashton miał ogromne długi u Harry'ego, za dobrze się tu bawił żeby przerwać, mnie miał wtedy w dupie. Styles postawił mu warunek: Albo Ash zapłaci mu te 50 koła albo ja będę musiała je tu odpracować. Zostało mi może jakieś 20 tysięcy do spłacenia.
-Okej, z reguły nie pomagam ludziom, ale dla ślicznotki zrobię wyjątek... na razie udawajmy, że nieźle się bawimy a potem coś się wymyśli. - puściłem jej oczko i wytłumaczyłem jej cały mój plan.

*
Po godzinie skakania po łóżku, głośnego jęczenia i starania się nie śmiać wyszedłem z Nicole z jakże przytulnego pokoju. Położyłem dłoń na jej zgrabnym tyłeczku. Spocony od skakania na tym mięciutkim łożu i z szerokim uśmiechem na twarzy podszedłem do lady, za którą siedział Styles. Położyłem przed nim 30.000 funtów i krzyknąłem z aprobatą.
-Stary, ona jest genialna. Czy te trzydzieści tysięcy wystarczy żeby była moja na stałe? - Nicole prawie gałki oczne wyszły z orbit. Czułem się jakbym słyszał jej myśli "skąd taki półmózg ma tyle kasy przy sobie? Czy on jest nienormalny?!". Uśmiechnąłem się do niej ciepło w odpowiedzi.
-Nie ma mowy Niall, jest najlepszą pracownicą nie wystarczy, ale co powiesz na czterdzieści?
-Niech będzie! - podałem mu jeszcze dziesięć tysięcy. Spojrzałem na dziewczynę, która miała mi. Zarzuciłem swoją bluzę na ramiona mojej towarzyszki i wyszedłem z tego okropnego miejsca przytulając się do niej.

Gdy już przekroczyliśmy próg burdelu Nicole krzyknęła:
-Czy ty już całkiem oszalałeś?! Nie mam czterdziestu tysięcy funtów by ci je oddać! Już mogłeś mnie tam zostawić! Nie potrzebne mi kolejne długi!
-Hmm... Nie ma za co? - powiedziałem z sarkazmem.
-Naprawdę, dziękuję ci, ale nie mam ci jak tego wszystkiego oddać! To szaleństwo! - westchnęła z dezaprobatą.
-Nie ma problemu, nie musisz mi tego oddawać. Uznajmy to za... przysługę?
-A czego chcesz w zamian za tą "przysługę"? - zapytała, wywracając oczami.
-Daj mi się zastanowić... masz jakieś plany na dzisiejszy wieczór.
-Niee.. a dlaczego pyt... nie, Niall nie mogę nie, mam pieniędzy...ani domu...ani ubrań - odpowiedziała, wskazując na bieliznę, którą miała na sobie.
-Możemy zostać u mnie w domu i pooglądać filmy. - uśmiechnąłem się do niej.
-Więc czemu nie, panie Horan, ale naprawdę obiecuję, że może za dziesięć, może za dwadzieścia lat oddam ci wszystko co do pensa. - odwzajemniła uśmiech.
-A i jeszcze coś, nie zadawaj mi głupich pytań, nienawidzę ich. - poinformowałem ją i razem, ramię w ramię ruszyliśmy w stronę mojego mieszkania.

Prolog

-Cholera - zakląłem pod nosem gdy poczułem zimne kropelki spływające po moim ciele.
-Czy zawsze to kurewskie auto musi się psuć w najmniej odpowiednim momencie?! - krzyknąłem się podnosząc maskę samochodu. Zakrztusiłem się piekącym w gardło i oczy dymem i od razu zrezygnowałem z naprawy rzęcha.
Wracałem z kolejnego "wyrównywania rachunków", ale mój Range Rover odmówił mi działania. Teraz idę sobie ciemnymi ulicami Mullingar próbując dostać się do bazy oddalonej o jakieś pięć kilometrów. Jeszcze niech jakieś staruszki zadzwonią po policję za zakłócanie ciszy nocnej, bo gość darł się na całą dzielnice. Jakby w życiu pistoletu nie widział. Sam nie jednego cywila w swoim życiu zabił. Liam James Payne...
Ciężkie miał chłopak życie, ale mógł nie zabierać życia swojej rodzinie, poza tym i tak darowałem mu większego cierpienia. Nie czuję żalu, nie czuję nic. Serce ze stali czy może przyzwyczajenie?
Gdy moja siostra umierała w męczarniach nikt się nie przejął oprócz mnie, od tego czasu obiecałem, że żadnemu sukinsynowi nie odpuszczę. Możecie nazwać mnie albo mordercą, albo bohaterem. Oczyszczam ten świat z psychopatów, więc ludzkość powinna być mi wdzięczna...

Po piętnastu minutach marszu zobaczyłem banner z napisem: "Burdel u Harry'ego. Pierwsze pół godziny gratis!".
-Świetna okazja. - wyszeptałem sam do siebie kierując się w stronę budynku. Przy okazji ukryję się przed psami w razie gdyby próbowali mnie znaleźć. Nikt nie będzie wchodził do pokojów, właściciel też by raczej na to nie pozwolił. Mam przy sobie nie małą sumkę i szkoda by było tego nie wydać. Okazało się, że niektórzy ludzie tacy jak Payno noszą walizki pełne pieniędzy po zdradliwych ulicach najniebezpieczniejszego miasta w Irlandii. Geniusz.
Skądś kojarzę imię Harry i nawet znam, a raczej znałem jedną osobę maczającą kiedyś palce w tym biznesie. Jednak w końcu nie jednemu psu Burek na imię...
Wchodząc do domu publicznego poczułem chłód na policzkach i dreszcz w dole pleców. Pomieszczenie holu było naprawdę surowo urządzone. Białe ściany, ciemne, zniszczone panele wyłożone na podłodze i ledwo tląca się lampka przyczepiona do sufitu. Jedynym obiektem w pokoju była umieszczona w kącie lada, za którą można było zauważyć skuloną postać ubraną na czarno. Nogi miała oparte o blat biurka. Głowę przykrywał jej czarno-szary kapelusz z szerokim rondem z pod którego wystawało parę samotnych, brązowych loków. Słysząc nadchodzące kroki, mężczyzna zadarł lekko głowę. Te włosy, te oczy, o nie.

Bohaterowie


Nicole Carter
pseud. Ness
20 lat



Niall James Horan
pseud. Nialler
22 lata


Harry Edward Styles
pseud. Hazz
20 lat


Annie Derby
21 lat


Victoria Harley
pseud. Bułeczka
24 lata


Carole Meadows
pseud. Wawa
24 lata 


Chrissy Gonzales
pseud. Chachi
19 lat


Juliet Dash
pseud. Juls
20 lat


Louis Tomlinson
pseud. Tommo
23 lata


Logan Lerman
pseud. Percy
19 lat


Paul Higgins
40 lat


Zayn Malik
pseud. Zen
22 lata



Faydee Fatrouni
27 lat

(postacie będą dodawane wraz z fabułą)